Miejska Pustelniczka

filozofia - medytacja - rozwój osobisty

Uważasz treści na tym blogu za wartościowe? Doceniasz to, że nie wyświetlają się tu reklamy? Możesz wspomóc rozwój tego bloga symboliczną złotówką lub dowolną inną kwotą. Dziękuję. Szczegóły w zakładce wsparcie.

  • Czarny Instagram Ikona

©2019-2020 by Miejska Pustelniczka

  • Urszula Opyrchał

Tam, gdzie narodził się Bóg

Okres Świąt Bożego Narodzenia dla niektórych jest już jedynie kulturową tradycją, dla innych jednak wciąż pozostaje szczególnym czasem refleksji i pogłębionych rozważań dotyczących sensu życia. Tekst, który dziś proponuję, jest zainspirowany refleksjami o. dr Wojciecha Kleofasa Gródka OFM w czasie spotkań sekcji koła filozofii chrześcijańskiej, którego jestem przewodniczącą. Uwaga! Filozofia chrześcijańska to nie teologia – warto mieć to na uwadze, czytając ten tekst. Przyjmuję tu także założenia, które były uzgodnione w czasie naszych spotkań, że w Ewangeliach zawarte są teksty edukacyjne (katechetyczne), których struktura ma wskazywać na zjawiska egzystencjalnie istotne, a niekoniecznie na wydarzenia historyczne, jak również że przedstawiona analiza nie jest jedyną możliwą ani kompletną.

Rozpoczynając rodzinne spotkanie w czasie Wigilii Bożego Narodzenia, zwykle odczytuje się fragment z Ewangelii Łukasza dotyczący narodzin Jezusa. Inni kontynuują i przytaczają jeszcze tekst opowiadający o pasterzach, którym aniołowie przekazali nowinę o nowonarodzonym dziecięciu:

Gdy aniołowie odeszli od nich do nieba, pasterze mówili nawzajem do siebie: „Pójdźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam zdarzyło i o czym nam Pan oznajmił”. Udali się też z pośpiechem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali. Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane (Łk 2,15-20).

Fot. Wix ©

Zastanówmy się chwilę nad postępowaniem pasterzy. Na początku historii pojawiają się przed nimi aniołowie wychwalający Boga. Wizja taka prawdopodobnie nie była możliwa, gdyby umysły pasterzy nie były w pewnym fragmencie oczyszczone, gdyby nie posiadali oni typów świadomości, które są w stanie postrzec taką rzeczywistość, którą zwykliśmy nazywać aniołem. Zgodnie z przekazaną wiadomością odnajdują oni niemowlę, a następnie odchodzą. Co prawda wychwalają Boga, a jednak nie zostają przy Jezusie. I to jest najdziwniejszy element tej opowieści… Dlaczego pasterze odchodzą?

Zauważmy, że kiedy Jezus – już jako nauczyciel – powoływał swoich uczniów, ci natychmiast zostawiali to, co aktualnie robili, i szli za nim (Mt 4,18-22), czyli postanawiali pozostać przy nim. Prawdziwe rozpoznanie drogi, która prowadzi do doskonałości, wywoływała u nich natychmiastową decyzję i determinację pozostania na tej drodze. Pasterze natomiast nie porzucili tego, co robili. Jedynie na chwilę oderwali się od wykonywanej czynności, by ponownie do niej powrócić. Dane im było piękne i radosne doświadczenie, które stało się podstawą uwielbienia Boga, a jednak powrócili do stanu wyjściowego. Zostawić aktualnie wykonywaną czynność, to zostawić pewien sposób postępowania, pewien sposób bycia ze względu na stan doskonałości, w którym chce się mieć udział. Nie da się zachować starych nawyków myślenia i działania, a jednocześnie być w „miejscu”, w którym narodził się Bóg, tam, czyli tam, gdzie swój początek bierze doskonałość. Nie da się wejść na ścieżkę prowadzącą do wolności (którą teiści nazywają Bogiem), a jednocześnie zachować dotychczasowy sposób istnienia. Jak mówi się w tradycji muzułmańskiej: Bóg w niczym nie przypomina stworzenia, jakże zatem można pragnąć istnienia w dwóch przeciwnych sobie stanach? Niektórzy mówią, żeby wziąć nowonarodzonego Jezusa do swego domu, lecz to w większości przypadków będzie powielaniem postępowania pasterzy, którzy odeszli od Jezusa, a pozostało im jedynie wspomnienie i cudowne słowa. Nie zastąpi to pozostania przy źródle (arché) i nieustannego, świeżego doświadczenia jego oddziaływania. Jeśli pojawia się decyzja o pozostaniu z Jezusem (przy źródle), stary dom zostaje zniszczony i już nie ma do czego wracać.

Oczywiście nie należy pomijać faktu, że po kontakcie z Jezusem pasterze wychwalali Boga. Poczucie wdzięczności i skierowanie zachwytu we właściwym kierunku jest bardzo ważnym elementem praktyki. Wielu ludzi w analogicznej sytuacji popadłoby w pychę i samouwielbienie. Być może ta sama czystość umysłu, która pozwoliła im usłyszeć anioły, skierowała zachwyt we właściwą stronę, czyli do źródła, przy którym jednak z jakiegoś powodu nie byli w stanie pozostać.

Chyba każdy przeżył w swoim życiu choć jedno wspaniałe zdarzenie, które wywoływało, a może nadal wywołuje spontaniczne poczucie wdzięczności i radości. Co jednak uczyniliśmy z tym doświadczeniem? Czy jak pasterze, wróciliśmy do wcześniejszego sposobu życia i pozostaliśmy na etapie wielbienia, czy też jak apostołowie porzuciliśmy stare życie i wyruszyliśmy w nieznaną drogę, by zawsze być blisko tego, co można nazwać źródłem boskości? Czy jeżeli doświadczyliśmy iskry miłości, to z niezłomną determinacją pozostaliśmy przy niej i doświadczaliśmy, jak zmienia się w wiecznie żywy ogień, czy też zachwyciliśmy się jej pięknem i wcześniej czy później odeszliśmy?

#Bóg #Ewangelia #chrześcijaństwo #filozofia #duchowość #filozofia_chrześcijańska #interpretacja_tekstu

105 wyświetlenia