• Urszula Opyrchał

Tam, gdzie narodził się Bóg

Okres Świąt Bożego Narodzenia dla niektórych jest już jedynie kulturową tradycją, dla innych jednak wciąż pozostaje szczególnym czasem refleksji i pogłębionych rozważań dotyczących sensu życia. Tekst, który dziś proponuję, jest zainspirowany refleksjami o. dr Wojciecha Kleofasa Gródka OFM w czasie spotkań sekcji koła filozofii chrześcijańskiej, którego jestem przewodniczącą. Uwaga! Filozofia chrześcijańska to nie teologia – warto mieć to na uwadze, czytając ten tekst. Przyjmuję tu także założenia, które były uzgodnione w czasie naszych spotkań, że w Ewangeliach zawarte są teksty edukacyjne (katechetyczne), których struktura ma wskazywać na zjawiska egzystencjalnie istotne, a niekoniecznie na wydarzenia historyczne, jak również że przedstawiona analiza nie jest jedyną możliwą ani kompletną.

Rozpoczynając rodzinne spotkanie w czasie Wigilii Bożego Narodzenia, zwykle odczytuje się fragment z Ewangelii Łukasza dotyczący narodzin Jezusa. Inni kontynuują i przytaczają jeszcze tekst opowiadający o pasterzach, którym aniołowie przekazali nowinę o nowonarodzonym dziecięciu:

Gdy aniołowie odeszli od nich do nieba, pasterze mówili nawzajem do siebie: „Pójdźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam zdarzyło i o czym nam Pan oznajmił”. Udali się też z pośpiechem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali. Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane (Łk 2,15-20).

Fot. Wix ©

Zastanówmy się chwilę nad postępowaniem pasterzy. Na początku historii pojawiają się przed nimi aniołowie wychwalający Boga. Wizja taka prawdopodobnie nie była możliwa, gdyby umysły pasterzy nie były w pewnym fragmencie oczyszczone, gdyby nie posiadali oni typów świadomości, które są w stanie postrzec taką rzeczywistość, którą zwykliśmy nazywać aniołem. Zgodnie z przekazaną wiadomością odnajdują oni niemowlę, a następnie odchodzą. Co prawda wychwalają Boga, a jednak nie zostają przy Jezusie. I to jest najdziwniejszy element tej opowieści… Dlaczego pasterze odchodzą?

Zauważmy, że kiedy Jezus – już jako nauczyciel – powoływał swoich uczniów, ci natychmiast zostawiali to, co aktualnie robili, i szli za nim (Mt 4,18-22), czyli postanawiali pozostać przy nim. Prawdziwe rozpoznanie drogi, która prowadzi do doskonałości, wywoływała u nich natychmiastową decyzję i determinację pozostania na tej drodze. Pasterze natomiast nie porzucili tego, co robili. Jedynie na chwilę oderwali się od wykonywanej czynności, by ponownie do niej powrócić. Dane im było piękne i radosne doświadczenie, które stało się podstawą uwielbienia Boga, a jednak powrócili do stanu wyjściowego. Zostawić aktualnie wykonywaną czynność, to zostawić pewien sposób postępowania, pewien sposób bycia ze względu na stan doskonałości, w którym chce się mieć udział. Nie da się zachować starych nawyków myślenia i działania, a jednocześnie być w „miejscu”, w którym narodził się Bóg, tam, czyli tam, gdzie swój początek bierze doskonałość. Nie da się wejść na ścieżkę prowadzącą do wolności (którą teiści nazywają Bogiem), a jednocześnie zachować dotychczasowy sposób istnienia. Jak mówi się w tradycji muzułmańskiej: Bóg w niczym nie przypomina stworzenia, jakże zatem można pragnąć istnienia w dwóch przeciwnych sobie stanach? Niektórzy mówią, żeby wziąć nowonarodzonego Jezusa do swego domu, lecz to w większości przypadków będzie powielaniem postępowania pasterzy, którzy odeszli od Jezusa, a pozostało im jedynie wspomnienie i cudowne słowa. Nie zastąpi to pozostania przy źródle (arché) i nieustannego, świeżego doświadczenia jego oddziaływania. Jeśli pojawia się decyzja o pozostaniu z Jezusem (przy źródle), stary dom zostaje zniszczony i już nie ma do czego wracać.

Oczywiście nie należy pomijać faktu, że po kontakcie z Jezusem pasterze wychwalali Boga. Poczucie wdzięczności i skierowanie zachwytu we właściwym kierunku jest bardzo ważnym elementem praktyki. Wielu ludzi w analogicznej sytuacji popadłoby w pychę i samouwielbienie. Być może ta sama czystość umysłu, która pozwoliła im usłyszeć anioły, skierowała zachwyt we właściwą stronę, czyli do źródła, przy którym jednak z jakiegoś powodu nie byli w stanie pozostać.

Chyba każdy przeżył w swoim życiu choć jedno wspaniałe zdarzenie, które wywoływało, a może nadal wywołuje spontaniczne poczucie wdzięczności i radości. Co jednak uczyniliśmy z tym doświadczeniem? Czy jak pasterze, wróciliśmy do wcześniejszego sposobu życia i pozostaliśmy na etapie wielbienia, czy też jak apostołowie porzuciliśmy stare życie i wyruszyliśmy w nieznaną drogę, by zawsze być blisko tego, co można nazwać źródłem boskości? Czy jeżeli doświadczyliśmy iskry miłości, to z niezłomną determinacją pozostaliśmy przy niej i doświadczaliśmy, jak zmienia się w wiecznie żywy ogień, czy też zachwyciliśmy się jej pięknem i wcześniej czy później odeszliśmy?

#Bóg #Ewangelia #chrześcijaństwo #filozofia #duchowość #filozofia_chrześcijańska #interpretacja_tekstu

112 wyświetlenia

Uważasz treści na tym blogu za wartościowe? Doceniasz to, że nie wyświetlają się tu reklamy? Możesz wspomóc rozwój tego bloga symboliczną złotówką lub dowolną inną kwotą. Dziękuję. Szczegóły w zakładce wsparcie.

  • Czarny Instagram Ikona

©2019-2020 by Miejska Pustelniczka